czwartek, 29 lipca 2010

Lawendowo - prezentowo

Lawenda zagościła juz chyba na większości blogach. Nie mogło zabraknąć jej również u mnie. Niestety nie było mi dane w tym roku cieszyć się doniczkową,  nie mogłam jej najzwyczajniej nigdzie znaleźć. Ja oczywiście posiałam kilkaset nasionek , jednak uwierzcie albo nie wzeszło tylko jedno nasionko i jest wielkości  ok 4cm - dodam , że wysiana była w połowie kwietnia. Rośliny mnie po prostu nie lubią.


 Za to zasuszonej lawendy jak co roku u mnie dostatek.
Zakupiłam lawendowe bukieciki i mnóstwo zasuszonego lawendowego kwiecia.  Tego sobie nigdy nie odmówię odkąd poznałam cudowna magię zapachu lawendy.

I dzisiejsza zdobycz, jeszcze cieplutki bo przed samym obfoceniem wyjęty z paczki- chustecznik. 
Mój pierwszy, wyszperany - wyczekany. Kupowalam z myślą by go pobielić ale teraz sama nie wiem czy nie zostawić takiego właśnie. Kolorem jest zbliżony do takiego starego żeliwa. 
  
Zostałam również obdarowana lawendowym wianuszkiem, który specjalnie dla mnie zrobiła Lambi.. Dziękuję Ci moja Droga bardzo. Wianuszek wisi sobie grzecznie przy wejściu do kuchni i cieszy me oczy nawet teraz gdy pisze tego posta.


Na lewo (zdjęcie powyżej) kolejny zakup, dzięki uprzejmości Ushii . Metalowa tablica - kalendarz, utrzymana w starym klimacie retro. Zawisła również w kuchni w towarzystwie lawendowego bukieciku.

To jednak nie koniec lawendowych i nie tylko przyjemności.
Otóż znów wygrałam w zabawie candy różne słodkości. Tym razem poszczęściło mi się u Elamiki w Moich Zawirowaniach .
Ela obdarowała mnie lawendowym mydełkiem - mniam mniam, aż szkoda używać ;) 

puszeczką w słodkie gąski, która ma juz zastosowanie. Obiecałam Eli zdradzić jakie, ale o tym będize w innym poście bo tematycznie będzie pasowało ;) 

obrazkiem na ścianę oraz śnieżynkami szydełkowymi

Elu dziękuje Ci ślicznie za te wszystkie prezenty.

Śnieżynki zawisły sobie również na nowym nabytku - magnetycznej tablicy - wieszaczku w towarzystwie ptaszynek.


Żegnam się z Wami późną  czwartkową porą i w następnym poście zapraszam na CANDY do mnie

sobota, 24 lipca 2010

Mam dosyć lata


Chyba nie ma osoby, której te upały dały się dobrze we znaki. Ja bynajmniej lata mam dosyć. Właściwie to nigdy nie lubiłam , bo jestem alergikiem i latem szczególnie bardzo źle to znoszę. Lekarstwa , nawet te silne już nie pomagają. Oczy wiecznie zapuchnięte i łzawią , z nosa leci i na dodatek cały jest on cały czerwony. Do tego mam alergię na słońce, które się objawia swędzącą wysypką.  Więc już w tym roku tego lata mi wystarczy i chcę już chłodu.

Pogoda taka , że głównie spędzam czas po pracy w domu, nie wystawiając nosa na  te upały. Tu oczywiście wcale nie chłodniej.

Teoretycznie mogłabym szyć, malować, haftować ale  ogarnęła mnie totalna niemoc twórcza. Mózg nie pracuje w takim upale na pełnych obrotach. Nawet fotografować mi się nie chce, a naprawdę mam co Wam pokazać bo zostałam obdarowana fajnościami. Skoro i tak siedzę w domu wiec wymyśliłam sobie wczorajszy piątek kulinarny. Temperatura w domu 30 stopni,  wiec co tam , podkręciłam temperaturkę piekarnikiem i gotowaniem jeszcze o parę stopni do 35. Co za różnica jak i tak człowiek ledwie zipie.
A żeby nie było że taki leniuch ze mnie to pokazuję Wam moje prace zmajstrowane na specjalne  zamówienia jakiś czas temu.

Króliki pojechały do Lambi  
 Byłam pełna obaw czy będą jej się podobały, ale chyba jednak trafiły w jej serce, a ja odetchnęłam z ulgą.
  

Zaś woreczki pojechały do Pani Teolog z Mrągowa – Gosi. Mojej ulubionej współlokatorko - Przyjaciółki z Tęczowej w Olsztynie.   


Więcej zdjęć można obejrzeć w Magicznym Domu - blogu z moimi pracami

Do Gosi pojechały też kolczyki , które wcześniej pokazałam na moim biżuteryjnym blogu  Galeria Mili


 Pozdrawiam Was czekając na deszcz, który może przyniesie mi więcej energii i zapału do wszystkiego.

sobota, 17 lipca 2010

Zapraszam do Magicznego Domu

Od dłuższego czasu zastanawiałam się jak ogarnąć te swoje prace krawieckie by były w jednym miejscu. 
Na początku chciałam  wszystkie prace umieszczać w Galerii Mili wraz z biżuterią, ale zrobiłby się jeden wielki chaos. 

Wobec tego 
obok Domilkowego Domku   - blogu o mnie, o moich pasjach, o dniu codziennym, moim lecie w sercu, gdzie jednym słowem "mydło i powidło" pokazuję; 
obok blogu  Galeria Mili  gdzie prezentuję biżuterię zaprojektowaną i wykonaną przeze mnie  ;
powstaje mój trzeci blog 

W moim Magicznym Domu będzie można znaleźć wszystkie moje prace, które szyję i wykonuję .
Dużo osób mnie pyta, gdzie mogą obejrzeć moje prace, czasami zamówić (tak własnie było z biżuterią) 
Stąd taki pomysł 
Blog wciąż w fazie tworzenia i udoskonalania, mnóstwo przede mną fotografii prac do uzupełnienia, ale postanowilam podzielić sie już z Wami nim  dzisiaj.

Zapraszam :) 

czwartek, 15 lipca 2010

Piknikowy pledzik

Zaczełam  bardzo dawno temu, z wielkim zapałem i  ciekawością co z tego wyjdzie. Początkowo miała to być narzuta do łóżeczka Miłka, ale ja szyłam i szyłam, krojąc kolejne kwadraty. Tyle przy tym bylo frajdy. Potem dopadła mnie niemoc twórcza w tym temacie i musiało swoje odleżeć przez wiele miesięcy. Aż w końcu raz ciach i skończyłam.
Ponieważ narzuta jest większa i za duża na dziecięce łóżeczko więc trzeba było znaleźć inne zastosowanie.
I tak oto powstał taki oto piknikowy pledzik.

Przy tej okazji wykorzystując popołudniowy sen Miłego uszyłam poszewki na podusie. I nawet kolorystycznie pasują calkiem przypadkiem do piknikowego pledzika.
 

Teraz pozostaje tylko spakować kosz z pysznościami i na zielona trawkę :)

pozdrawiam serdecznie.

niedziela, 11 lipca 2010

Sezon ogórkowy rozpoczęty

Poranny szybki wypad na ryneczek bez grosza przy duszy - gapa ze mnie jak nic, zaowocował zakupem ogórków. 
Portfelik dojechał po 30 min :) 
Małosolne ogóreczki uwielbiam szczególnie z dużą ilościa czosnku, a czosnek mogę dodawać wręcz do każdej potrawy w ilościach mega ;)
Po powrocie do domu- 5 min pracy i słój gotowy ! 
No  . . . dokładnie pól słoja ;)
  
I juz nie moge doczekać sie kiedy spróbuję ...

Zaś kiedy urosną te z mojego ogrodka, bez grama nawozu, takie naprawdę 100% ekologiczne to będą dopiero pychota  

Śmiało mogę powiedzieć , że  sezon ogórecznikowy u mnie się zaczął .

pozdrawiam
życząc tym samym pieknej niedzielnej opalenizny



piątek, 9 lipca 2010

Łapiąc ostatnie chwile słoneczka urlopowego


URLOP 
Zbliża się  niestety wielkimi krokami do końca. Jeszcze tylko sobota, niedziela i znów trzeba będzie zmienić warkoczyki i zwiewne stroje  na ubranko biurowe :( 
Jednak korzystając  jeszcze z ostatnich urlopowych promyków słoneczka delektuję się kawą na świeżym powietrzu .


W roli kawowego stolika wystąpiła  zwykła skrzynka 

A na nim obrusik który podarowała mi Paulinka. Obrusik ten wykonała jej Śp. Ciocia, osoba obdarzona niezwyklym talentem, To była wyjątkowa Osoba, obdarzona zmysłami do pięknego  tworzenia  :)
Filiżaneczka ze spodeczkiem i cukiernicą również od Paulinki 
Dzban  od Ulci
A tacka  od sąsiada za płotu w prezencie  :) 



kwiaty z ogródka, które rosną na potegę, przytłumiając swoja wysokościa inne roślinki
 
do tego fantastyczna książka dobrze Wam znana (przynajmniej niektórym) 

  
i czegóż można chcieć więcej?

a na koniec mała zjawka tego co niedawno ukonczyłam, w całej swojej okazałości pokażę wkrótce
 


Kochani wypoczywajcie jak najwięcej, ładujcie akumulatorki i cieszcie się latem.
pozdrawiam Dorota 

poniedziałek, 5 lipca 2010

I po wczasach

Wróciłam !!!
Zadowolona, trochę zmęczona ale za to w końcu po 3 latach unikania słoneczka OPALONA  :)
  
Augustowszczyzna to piekny region i nieprzeładowany turystami jak słynne Mazury . Można tam znaleźć kawałek miejsca nad jeziorem tylko i wyłącznie dla siebie. 
W miejscowości w której mieszkalismy bylo aż 4 jeziora :)  
Cisza i spokój..
I jest tam naprawdę  pięknie.
Tego oczekiwałam i tak właśnie było.
A najwazniejsze jest to , że nie ważne gdzie człowiek odpoczywa, ale z kim. Jeśli spędza się czas w gronie osób które się lubi, i z którymi człowiek sie dobrze czuje to właściwie miejsce jest już tylko dodatkiem do całości.  

  
 
Zrobiłam całą masę zdjeć. dokładnie 1631 sztuk. 
I miałam olbrzymi dylemat co Wam pokazać, bo tyle pieknych miejsc widziałam i obfociłam.
Więc zamiast raczyć Was kolejnymi fotkami jezior, które są w rzeczywistości jeszcze piekniejsze pokażę Wam na co natknęłam się  podczas tego augustowskiego wypoczywania.

W pewnym barze na małej przystani zastałam takie oto widoki: 
 


 
a w pewnym zajeździe taki oto mini skansen zastalam

nawet na urlopie chcialam czuć się dobrze otaczając się kwiatami i dekoracjami  zrobionymi w stylu coś z niczego - wyszperanego w ogrodzie i szafkach gospodyni domku letniskowego

   
taki dzban chodzi za mna od dawna ale nie moge nigdzie zdobyć 
 
dzban wypatrzony na płocie gospodyni, od której wynajmowaliśmy domek - mimo iż był dziurawy szybko znalazł inne zastosowanie na kilka dni . NIestety nie chciała sprzedać ;(
    
były też chwile na małą kawę i ciasto (zakupione w sklepiku)

  
i był czas na ulubione winko
 

A oto My- Pan Miłek i jego mama
 
 
Pozdrawiam cieplutko życząc na ten tydzień i sobie i Wam duuużo słoneczka

Dorota