niedziela, 23 stycznia 2011

Słoneczka szukam :)

Kochani ja nie wiem jak Wy, ale od jakiegoś czasu cierpię na brak słońca, światła i powietrza. Nie traktujcie tego jako mojego narzekania na zimę, o nie !!! Ja ją wprost uwielbiam. 
Zimę uwielbiam bardziej niż lato czy wiosnę. 
Uwielbiam - bo mogę ubrać się na cebulkę, a to szczególnie lubię. 
Aleeee.... ostatnio mamy aurę taką jaką mamy. Mgliście i pochmurno, a słońca jak na lekarstwo.
Gdy wychodzę do pracy- jest ciemno - no prawie, gdy wracam również już ściemnia się. Zero kontaktu ze świeżym powietrzem. Przemieszczam się z pomieszczenia do pomieszczenia. W rezultacie kontaktu ze świeżym powietrzem codziennie mam ok 10 min.
Dla zdrowego funkcjonowania organizmu to nie fajnie - prawda ?
W głowie pomysłów cała masa ale "trzeźwy" stan umysłu zatrzymuje się około 13-stej. 
Organizm przesycony już kawą -  którąś tam z kolei, która pita jest nie z przyjemności ale już z zasady, że ta kolejna to na pewno pomoże . 
Na komputerku pracuję tylko tyle ile muszę.
Na blogach prawie nie bywam, czasami zaglądam w wolnych chwilach albo tez z doskoku, ale już nie starcza czasu na napisanie komentarza.

A poza tym jakoś tak ostatnio w tym blogowym świecie dziwnie się porobiło, że człowiek już nie wie czy jego komentarz u kogoś napisany szczerze, nie zostanie źle odebranym i posądzonym o "słodzenie".

Od jakiegoś czasu zdarza mi się kłaść spać tuż po 22 i zasypiam spokojnie i błogo jak małe dziecko po dniu pełnym zabawy i szaleństwa. A przecież to do mnie niepodobne by o tak wczesnej porze odpływać w błogi sen. 
Normą jest dla mnie godzina 1 w nocy. Tak funkcjonuję od lat i tak mi dobrze, a snu więcej niż 5-6h nie potrzebuję.

Takim oto cudem blogerkę Mili :) dopadło chwilowe przesilenie zimowe.
Jedyny plus tego stanu to taki, że zrobiłam się mocno filmowa, ostatnio filmy oglądałam jak byłam w ciąży czyli ok. 3 lata temu :) :) :) 




Jednak stan ten nie uniemożliwia mi poza pracą i obowiązkami domowymi robić tego co lubię. A że lubię robótki ręczne to sobie szyję, haftuje i innym przyjemnościom się oddaję. 

Zamówienia skończone, a ja odetchnęłam z ulgą. Nie lubię budzić się z myślą, że coś nie jest skończone, i  nie zrealizowane, a obiecane już dawno. 

Uchylam rąbka tego co min. wyprodukowałam ostatnio. Zaś wszystko w pełnej krasie będziecie mogli zobaczyć niebawem w moim Magicznym Domu 

Powstało mnóstwo poszewek w bieli, bo chyba nie ma Kobietki, która nie uwielbiałaby ładnie ubranych poduszek




Mimo że mania czerwoności i krateczek wciąż mnie nie opuściła ( a o tym niebawem), to jednak trochę mi z myślą już o lecie pastelowo  "się szyje"  ;)  :) ;)



Pozdrawiam cieplutko i bez słodzenia :) 

sobota, 15 stycznia 2011

Muzyczna sobota - Closterkeller


Od  czasu do czasu dzielę sie z Wami muzyką , której słucham :)
Kocham rock, punk rock, delikatny metal muzykę alternatywną i także mroczną. 
Pomyślicie sobie, cóż to za kobieta, która słucha tak nie kobiecej muzyki.
Otóż  jestem wrażliwą i delikatną Kobietką o 156cm wzrostu :) , która w takich klimatach czuje się jak ryba w wodzie. 
  
Closterkeller z mroczną Anją Orthodox kocham do szaleństwa 
mogę słuchać godzinami  - koniecznie głośno

Przyjemnego muzykowania :)







piątek, 14 stycznia 2011

Absolutny vintage

Mimo że świąteczny nastrój już minął, choinka rozebrana, dekoracje świąteczne ustępują miejsca bardziej uniwersalnym, ale jeszcze nie wiosennym, wyciągnełam stare bombki by Wam je pokazać. Te bombki przyniosłam od mojej Babci jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia.
Rok temu wisiały jeszcze u niej na choince ale w tym roku zastąpiły je już NOWE - podobno ładniejsze bombki. Ale tematu NOWE i ŁADNIEJSZE nie będe rozwijała bo bardzo subiebktywne podejście do rzeczy :)
Miałam z tych bombek zrobić stroik na świąteczny stolik, położyłam na poddaszu by je troszkę wyczyśćić i kompletnie o nich zapomniałam. Robiąc teraz poświąteczne porządki natknełam się na nie. Musza poczekać niestety na przyszły rok.

Bombki sa dla mnie absolutnym hitem, prawdziwie vintage, nadgryzione zębem czasu, stłuczone i dzięki temu naprawde wyjątkowe.



I wyszperałam całą mase lichtarzyków do świec, czerwone zielone i w kolorze stalowym. Pamietam jak kiedyś wraz ze świeczkami gościły na babcinej choineczce. Pięknie było. Wraz z postępem technologicznym ustąpiły miejsca świeczkom elektrycznym, ale czy ładniejszym?

Brakuje mi tylko świeczek do nich, takich cieńszych o średnicy ok 1cm. A może Wy natknełyście się na takie. Będe wdzięczna za pomoc w ich zdobyciu.








A w Domilkowym Domku wszystko do normy powoli wróciło. Mama na 7.30 biega do pracy, po pracy domek i Miłek, który jest w okresie wiejkiego rozwoju, rozgadał się chłopak, ciekaw świata i wieczorami włącza mu się łobuzkowanie. Jest głośno i fajnie :)
A gdy Rodzina juz śpi Mama zasiada do maszyny, która znów wróciła do łask i wystrój kuchni zdobi ku memu nizadowoleniu - ale tak niestety musi już być.

Pozdrawiam przedweekendowo wszystkich odwiedzających mojego bloga i troszkę się tłumaczę tym, do których nie zaglądałam w ostatnim czasie, że się nie obraziłam (bo wiem, że niektórzy tak myślą) tylko nieczasowa byłam bardzo bardzo mocno:) Ale mam nadzieję nadrobić zaległości :)


pozdrawiam - Dorota

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Sobotni shopping


Co lubi kobieta ? Oczywiście, że zakupy?
Podobno nastrój poprawiają - czy to prawda, U mnie się raczej nie sprawdza to. Zwłaszcza gdy jadę do miasta w poszukiwaniu np. fatałaszków. Chodzę, szperam, nie wierzę w przeceny w małych sklepikach.
Tuż po ukończeniu szkoły średniej troszkę pracowałam w sklepie młodzieżowym TROLL i Cotton Club - troszkę czytaj ok 3 lata :)
Obniżki funkcjonowały tak, że cena wyjściowa szła do góry a cena NIBY ta z OBNIŻKI  była taka jak przed rabatem, albo nieznacznie się różniła. Myślicie że ludzie się nie nabierali? Otóż nabierali się :) Właścicielka sklepów się cieszyła, a mi było szkoda ludzi , że tacy naiwni są.
I to wciskanie ciemnoty Pani, że ładnie wygląda w ciuszku, a tak naprawdę  fatalnie wyglądała w danym fasonie spodni czy bluzki . 
Ale skoro chciałam pracować musiałam kłamać :) :) :) Ot taki absurd.
Jednak ta praca miała swoje też plusy.
W tych sklepach panował swoisty klimat, trzeba było wykazać się darem aranżacji i poczucia estetyki.
Można było uruchomić swoja wyobraźnię i dać jej upust w aranżacji wystawy, wnętrza sklepu.
Byłam w swoim żywiole :)
i tak oto pozostało we mnie zamiłowanie do "rzeczy pięknych inaczej" 

Mimo wszystko dziś cieszę się, że nie pracuję w takim sklepie, ze względu właśnie na to wciskanie kłamstwa kobietkom. 
 Tylko z drugiej strony czym różni się sprzedaż ubrań od sprzedaży produktów bankowych. Stwierdzam, że niczym - tylko branża inna :) :) :) 
Ale wracając do sklepu i zakupów ;) Pozostało mi mi parę nawyków typowo "ekspedientowskich"
Np: poprawianie szmatek na wieszakach gdy przechodzę i widzę, że wisi krzywo :) ; idealne odwieszanie z przymierzalni na wieszak spodni czy bluzki  i nieoddawanie sterty przymierzonych fatałaszków ekspednientce.
Sama pamietam jak mnie to irytowało.
I staram się z uśmiechem i w kulturalny  sposób odpowiadać   poprzedzone długą pauzą "NIE,  DZIĘKUJĘ" Pani, która pyta mnie "czy w czymś pomóc?" , rozumiejąc, że tak jej kazano i jak nie zapyta dostanie zwyczajnie mówiąc "ochrzan".

Wracając do meritum. 
Szperając w fatałaszkach, chodząc od sklepu do sklepu, przymierzywszy sterty szmatek doszłam do wniosku że nie umiem kupować, że gdy patrzę na metkę i widzę cenę bluzeczki takiej mini mini i ubogiej grubo ponad stówę, patrząc na te obniżki, ktore nawet obniżek w życiu nie widziały odechciewa mi się zakupów. Szkoda mi zwyczajnie  pieniędzy. Po szybkim zastanowieniu jak zwykle ląduję w okrzykniętym przez jednych , przez innych krytykowanym lumpeksie i tam czuję sie  już normalnie :) 
Czy też tak macie? 

Jednak sa rzeczy którym oprzeć się nie mogę, 
Tekstylia, tkaniny i inne pasmanterie :)  I tu już cena  się nie liczy .
Mój sobotni shopping zakończył się właśnie w uwielbianej przeze mnie łomżyńskiej Janeczce.
Przytargałam piękny len, guziczki, niteczki, muliny  i inne przydasie krawieckie 
Na zdjęciach widoczna tylko mała garstka  tego , do czego mam słabość.
Właściwie to mogłabym sama pasmanteryjno - tkaninowy sklep otworzyć. mam takie mega ilości. Oczywiście wykorzystuje to a jakże, jadnak chyba czas na małe "wiosenne " porządki. 

Do lnu tego wzdychałam i odchodziłam,  cena była  no no no nie mała, ale  każda Kobieta ma jakieś słabości. 
To są właśnie moje .
A czy  Wy też macie jakieś pokusy, takie typowo babskie, przed którymi nie możecie się oprzeć?
Chętnie poczytam :)







 Pozdrawiam poniedziałkowo i dziś urlopowo :) 
Dorota 

sobota, 8 stycznia 2011

Gdy zgaśnie światło

Gdy nie spodziewanie zgaśnie światło z przyczyn od nas niezależnych zaczynamy odruchowo szukać lampki po to by w rezultacie zapalić świecę.
Wpadamy w panikę bo przecież bylo tyle do zrobienia, pranie prasowanie, Tv nie działa, internet bezprzewodowy (wynalazek XX wieku) również nie działa więc co  robić? 
. . . 
Całe szczęście, że tym razem w domu świec nie zabrakło , w każdym kąciku i zakamarku domku paliła się choćby maleńka świeczuszka
Zwykła awaria prądu wprowadziła mój dom w nastrój niezwykle klimatyczny i  sprzyjający refleksji.










A gdy Rodzina smacznie już spała o niezwykle wczesnej porze :) wszystkie świece przeniosłam do kuchni by móc oddać się przyjemności haftowania krzyżykiem :) I tak spontanicznie powstała mała zupełnie nie planowana sesyjka zdjęciowa. 


Haft krzyżykowy odkryłam już dawno, jednak nie miałam do niego nigdy cierpliwości. Jednak wrócił do łask gdy zaczęłam wyjeżdzać dosyć często na szkolenia i wciągnął mnie bez reszty. 
Okazało się,  że to świetny sposób na relaks.
I tak sobie krzyżykuję, to tu, to tam, czasami przed pracą , a  czasami po pracy
Tylko nie mam fajnych wzorów.
Może znacie jakieś i się podzielicie ?






Dziękuję Wam wszystkim serdecznie za wszelkie życzenia Świąteczne i Noworoczne złożone na łamach mojego bloga. 
A ja pragnę Wam życzyć wszelkiej pomyślności, spełnienia marzeń, realizacji postanowień noworocznych oraz mnóstwo twórczych pomysłów na ten roczek :)

ps. i obiecuję nadrobić zaległości mailowe, bo mi się ojjjjjjjjjj nazbierało ;)

cieplutkiego weekendu Wam życzę :)

Mili