poniedziałek, 18 kwietnia 2022

18 kwietnia 2022 roku

 

Ostatni czas to taki czas kiedy trudno jest być szczęśliwym. Wiadomości jakie napływają do nas każdego dnia zza wschodniej granicy nie napawają optymizmem. To co dzieje się u naszych Sąsiadów nie powinno w XXI wieku mieć miejsca. Nazwijmy rzecz po imieniu - to LUDOBÓJSTWO. Nie ma na to zgody, nie powinno być przyzwolenia ...

Brak mi słów na to co się dzieje. Wojny zawsze były, ale ta może dlatego tak bardzo nas dotyka, że jest tuż za miedzą i tak naprawdę nie wiemy co będzie za moment. Coraz częściej w rozmowach ze znajomymi poruszany jest temat tego, czy nam przyjdzie też uciekać? - jeśli tak - to dokąd? 

Mieszkamy blisko wschodniej granicy. 


Jakiś czas temu w social mediach pojawiły się dyskusje na temat zachowań ludzi w tej wirtualnej przestrzeni. Hejtowani byli Ci, którzy próbowali żyć na swój sposób normalnie, którzy w obliczu tego co dzieje się na Ukrainie - raczyli nas pięknymi widokami, aranżacjami, pisali o pięknie i o swoich codziennych pozytywnych rytuałach. Według niektórych było to zachowanie "niesmaczne" bo jak można w obliczu wojny pisać o zakupach, nowym meblu w domu czy nowym outficie na wiosenny dzień.
Każdy z nas radzi sobie z pewnymi sytuacjami inaczej, każdy z nas ma różną sytuację życiową czy społeczną - i nie mi oceniać sposób radzenia sobie jednostki wobec zagrożenia jakie zaistniało.

Ile ludzi, tyle opinii i tyle skrajnych emocji. Każdy ma prawo do własnego zdania pod warunkiem, że nie narusza sfery bytu drugiej osoby, nie obraża jej i nie hejtuje.
Nie ukrywam, że w czasie kiedy wybuchła wojna ciężko mi było akurat pisać o tym jak fantastycznie jest mi w mojej pracowni, jak wiele ostatnio dla siebie robię bo dbam o swój komfort psychiczny, jak bardzo każdego dnia dbam o to by ten natłok informacji napływający zewsząd nie doprowadził mnie i mojej Rodziny do stanu odrętwienia, bezradności i smutku.
Każdy z nas ma swój sposób na przetrwanie, jedni o tym mówią, inni milczą w wielkiej ciszy z dala od ludzi. Niektórzy nie oglądają już telewizji bo nie radzą sobie z tymi informacjami. Niektórzy są też nieczuli na ludzką krzywdę - o czym przekonałam się w środowisku w jakim mieszkam i żyję od lat. 
Wtedy poznajesz prawdziwe oblicze drugiego człowieka.

Wtedy mówię: 
... "Zamknij oczy i wyobraź sobie dom Twojego Sąsiada lub Twój - właśnie jest zbombardowany przez zbrodniarzy, musisz uciekać tak jak stoisz - w kapciach lub bez. Super jak zdążyłaś założyć ciepłe buty i zabrać paszport. Jeśli już masz szczęście  uciec to trafiasz  do obcego kraju nie mając nic. Zupełnie nic. Masz grosz na chleb albo nie masz nic w portfelu - też nie było czasu aby go zabrać.
Twoje dziecko idzie do szkoły wśród dzieci, które mówią w niezrozumiałym dla niego języku - bez długopisu, zeszytu  nie mówiąc o plecaku, który został w kraju gdzie trwa wojna, w domu którego już nie ma.  Klasa do której trafia Twoje dziecko  jedzie na wycieczkę. Wyjazd Twojego dziecka  jest uzależniony od ludzi dobrej woli. Ono nawet nie marzy o tym wyjeździe teraz - nawet nie wie, że są tacy, którzy po cichu robią zbiórkę aby Ono pojechało.
Powinnaś być szczęśliwa, że do Twojego dziecka  inne dzieci (każde z osobna) napisało list  w zrozumiałym dla Was języku. Niektóre z tych dzieci spędziły cały wieczór aby napisać ten list alfabetem, którego nie znają. 
 Ty zaś musisz prosić o podstawowe rzeczy - chociaż nie chcesz, nigdy tego nie robiłaś, nie było potrzeby, tak naprawdę nawet nie umiesz - ale nie masz wyjścia. Musisz przełamać barierę.
Masz szczęście,  bo dobrzy ludzie wiedzą, (chociaż nie wiedzą co czujesz bo tego nie przeżyli) sami przynoszą rzeczy pierwszej potrzeby. Te potrzeby wcale nie są duże, ale potrzebne by przetrwać dzień, tydzień, miesiąc ... Bóg jeden wie jak długo. 
I chociaż o tym nie mówisz to jesteś wdzięczna. Oddałabyś wszystko za pomoc, ale możesz powiedzieć tylko dziękuję. Bo nic więcej nie możesz.
Chcesz aby się to skończyło. Właściwie to marzysz tylko o tym by wrócić do siebie, na swoje podwórko - chociaż tam już nic nie ma i tak naprawdę  nie wiesz kto ze znajomych jeszcze żyje.  Nie wiesz czy masz dokąd i do czego wrócić. Sam powrót może wcale nie być dobrym rozwiązaniem.  Nic kompletnie nie wiesz ...

Zadaj sobie pytanie:  Czy chciałabyś być oceniana przez pryzmat tego jak wyglądasz? Uchodźca wg. lokalnej społeczności powinien być pewnie biedny i "skromnie" wyglądać. Jak będziesz się czuć jeśli wiesz, że jesteś postrzegana w otoczeniu do którego trafiłaś, że wyglądasz zbyt dobrze, jesteś zbyt zadbana jak na osobę, która uciekła przed wojną. Bo lokalsi szepczą przez głuchy telefon i do każdego następnego przekazu dolepiany jest nowy news (kompletnie nieprawdziwy) Zabawa w głuchy teflefon wśród lokalnych kobiet  trwa w najlepsze. 
One nie chcą wiedzieć, że wcześniej prowadziłaś takie samo życie jak One teraz  ... One nie chcą słyszeć, że  miałaś dom, auto, płaciłąś rachunki, kredyt w banku, chodziłaś do pracy, żeby zapewnić byt Rodzinie, żeby Twoja córka/syn mógł mieć prywatne lekcje by mógł/ mogła grać w piłkę czy jeździć na ulubionym swoim rowerze ? 

A teraz otwórz oczy i zastanów się drugi raz zanim wypowiesz te słowa, które rzucałaś/rzucałeś jak wulgaryzmy na prawo i lewo, zanim  ocenisz kogoś z perspektywy własnych ciepłych kapci, pełnej lodówki  i swojego bezpiecznego miejsca na ziemi.
Przecież jutro to możesz być TY. Będziesz mieć wielkie szczęście kiedy te kapcie będziesz mieć na stopach. Nie pomyślałaś / nie pomyśłałeś o tym?
To pomyśl, bo ja Cię mimo tego co mówisz naprawdę nie oceniam, zaś daję do myślenia ..."



Jak łatwo nam jest oceniać drugiego człowieka :) Prawda?
Kochani moje przesłanie jest takie abyśmy pomagali, jak tylko możemy - materialnie czy też duchowo. Czasami drobny gest - zwykły uśmiech, czy umożliwienie wyjazdu jakiemuś dziecku na wycieczkę  poprzez zbiorową zbiórkę funduszy na ten cel. Dla nas to kropla w morzu - dla kogoś to wielkie serce.

Jeśli czujesz potrzebę przekazywania informacji o wojnie - rób to.
Jeśli czujesz potrzebę pokazywania piękna w social mediach - rób to.
Jeśli się boisz - masz prawo. Nikt nie powinien Cię oceniać.
Jeśli chcesz głośno pomagać - masz prawo.
Jeśli czujesz, że nie umiesz  głośno pomagać, nie musisz krzyczeć by inni wiedzieli - rób to co Tobie w duszy gra, rób po cichu.
Jeśli nie czujesz potrzeby pomocy - to ok, nie musisz.

Nie oceniaj drugiego człowieka poprzez określoną sytuację życiową czy też społeczną, nie hejtuj - w sieci czy też w obrębie lokalnej społeczności. To tylko świadczy o Tobie. Żyj w zgodzie ze sobą , ale tak abyś dnia następnego mogła/mógł spojrzeć sobie w lustro bez wstydu - przed sobą.

Bądźcie zdrowi i dbajcie o siebie. Żyjcie w zgodzie ze sobą, ale nie ignorujcie potrzeb drugiego człowieka. Jeśli komuś dzieje się krzywda - reagujcie. Nie ma nic gorszego od milczenia i udawania, że nic nie widzę. 
I nie zapominaj, że nie wiesz co Ciebie czeka jutro.

Ściskam Dorota













środa, 2 lutego 2022

Christmas time

 Pomyślicie TA to ma refleks ... święta były ponad miesiąc temu, a ona dopiero wrzuca świąteczne kadry :)

Co fakt to fakt, ale bardzo chciałam je tu mieć - bo to był bardzo dobry świąteczny czas :)

Mój - Nasz czas :) 












wtorek, 14 grudnia 2021

14 grudnia 2021 roku

            



          Dzisiaj ważny dla mnie dzień, mój dzień  i chociaż powinnam pokazać Wam jak bardzo jest wspaniały to tego nie zrobię, zaś umieszczę wpis jaki umieściłam na swoim profilu na instagramie około 2 tygodni temu. To bardzo istotna dla mnie kwestia i uznałam, że w tym miejscu powinna też się znaleźć w dużo bardziej czytelnej formie :)

            Kochani jak dobrze wiecie od lat piszę bloga, robię sobie biżuterię, czepiam się wszystkiego co mnie zainteresuje – szyję jeszcze dłużej. Tę ostatnią pasję zaszczepiła we mnie moja Mama i Babcia zanim jeszcze zaczęłam chodzić do podstawówki, potem było kilka lat zajęć z krawiectwa i wiele lat praktyki.

            Ci z Was którzy jesteście ze mną od bardzo dawna dobrze o tym wiecie, bo o tym wspominałam. Pierwszą maszynę do szycie kupiłam za własnoręcznie zarobione pieniądze i od tamtego czasu cały czas udoskonalam swoją warsztatową pracownię, która kiedyś mieściła się w kuchni w starym mieszkaniu, a potem nabrała prawdziwego wizualnego wymiaru w moim domu. Jestem z niej dumna chociaż już jest zbyt mała na te moje wszystkie krawieckie akcesoria.

            Piękne tkaniny wyszukuję w secondhandach czy sklepach internetowych. Przywiozłam kiedyś pół walizki pięknych kwiecistych Cath Kidston z zielonej wyspy od Paulinki. Ach to były zakupy Tymi grubymi bawełnami nadal wszyscy się zachwycają i wcale mnie to nie dziwi.

            Jest szereg sklepów internetowych z okuciami kaletniczymi, krawieckimi, skóry można kupić wszędzie tylko trzeba trochę poszukać tych idealnych dla siebie. Sklepy internetowe oferują nam różne też fajne tkaniny. Zgrzebny len workowaty nabyłam lata temu okazyjnie na popularnym portalu aukcyjnym zaś bawełnę woskowaną od jakiegoś czasu kupuję u dziewczyn w sklepie internetowym @tkaninykaroliny , który z całego polecam bo Dziewczyny realizują zamówienia ekspresowo (to nie jest współpraca).

            Jestem „ rękodzielnikiem - rzemieślnikiem po godzinach”, sama kupuję tkaniny, akcesoria, dotykam, kroję, mierzę, rysuję sobie wykroje i szyję.

            W tych czasach każdy dla każdego może być inspiracją. Jak dobrze wiecie internet jest prawdziwą skarbnicą różnych informacji, pomysłów, projektów, do których każdy z nas ma dostęp. Popularny Pinterest to prawdziwa kopalnia zdjęć i każdy znajdzie tam coś dla siebie, po obejrzeniu których w pewnym momencie w głowie amatora czy rękodzielnika - rzemieślnika rodzą się wizje na uszycie zabawki, kosmetyczki czy też torebki tej idealnej jaką chciałoby się mieć i nosić. To wszystko dziś jest dla każdego na wyciągnięcie dłoni.

            Wszelakie tekstylia, torebki, kosmetyczki, które szyję od lat absolutnie uwielbiam. Pierwszą uszyłam chyba w 2015 roku. Szyję w różnych rozmiarach - klasyczne i proste w formie, z zawieszką z rzemyków, ozdobą z koralików czy też z jakimś chwościkiem. Na przestrzeni jat zmienia się czasami tkanina, dochodzą różne dodatki. Szyję od zawsze intuicyjnie- nie pod linijkę. Nie zdarzyło mi się jeszcze uszyć dwóch takich samych kosmetyczek, torebek, zawieszek lawendowych czy też innych tekstyliów. Każda kosmetyczka ma inną najczęściej kwiecistą podszewkę. Każda jest wyjątkowa.

            Bo to nie moja praca. To moja PASJA. PASJA którą pielęgnuję od lat, przy której po ciężkim dniu odpoczywam i pasja, która mnie od zawsze relaksuje. Wszystko robię sama, dlatego wkładam w to co robię tyle serca, bo osoby które tymi kosmetyczkami zechcę obdarować oczekują 100% handmade, włożonego w dany przedmiot serca, pasji i pracy rąk rękodzielnika - rzemieślnika.

            Sama nigdy nikogo nie oskarżam o inspiracje – bo to cyber świat. Nie jestem pierwszą osobą na tym świecie, która szyje kosmetyczki ze skóry, tkaniny Cath Kidston, lnu czy też bawełny woskowanej. Tego jest mnóstwo i szyje mnóstwo osób.

            Żeby mówić o kimś, że „dzisiaj robi nasze wzory” lub „bardzo podobne” torby - z ogólnodostępnej na rynku tkaniny, wykorzystując dostępne materiały, z prostej krawieckiej formy to wypada mieć na ten produkt patent aby móc tak pisać i rościć sobie prawa do wzoru.

            Swoją drogą do wzoru kosmetyczek czy torebek, które ja szyję od lat i wiele innych Rękodzielniczek zanim ta Osoba wpadła na pomysł , że będzie sprzedawać torby.

            Mam prawo uszyć kosmetyczkę, którą szyję od lat z tkaniny, z której chcę – z bawełny, bawełny woskowanej czy też ze skóry. Mam prawo uszyć Przyjaciółce torbę shopperkę, bo wymyśliłam, że ma być kieszeń z patką i inspirację zaczerpnąć z Pinteresta. Jak tu odkryć Amerykę jak ona już dawno odkryta. 

            Druga sprawa jest też taka, że wypada kulturalnie zapytać autora zdjęć, na którym prezentuje uszyte przez siebie przedmioty o zgodę na ich publikacje, a nie sobie brać i robić z nimi co się chce na swoim profilu. Wrzucając jakieś na nich napisy i emotki. Taka firma i tak robi – NIEŁADNIE.

            Na koniec dodam, że tak naprawdę zanim uderzy się w kogoś, zwyczajnie wypadałoby uczciwie zadać sobie pytanie: Czy oskarżając kogoś o to, że „dzisiaj robi nasze wzory” lub „bardzo podobne” szyje torby - samemu jest się do końca takim uczciwym sprzedając jako „swój wzór” torbę, którą ktoś już kiedyś może uszył, a nawet nadal szyje- z takimi samymi kieszeniami i paskiem np. na kwiaty.

Pinterest i zagraniczne strony internetowe to prawdziwa skarbnica inspiracji :) Można wszystko znaleźć. Ja znalazłam nawet torbę tej osoby, którą sprzedaje jaką swój wzór :)

Mi zarzucono, że to ja „zrzynam od najlepszych” :) Serio?

 Słabe to było.

            Życzę tej Osobie sukcesów oraz więcej dystansu do otaczającego ją świata.


środa, 20 października 2021

♥ ♥ ♥

Tęsknię za tym nawlekaniem koralików ... kto wie, może się to nawet  uda w te coraz dłuższe wieczory :)





wtorek, 19 października 2021

#domilkowewakacyjnekadry

 Każdego roku w naszym przydomowym ogródku robi się coraz bardziej przytulnie. W tym roku powstała tanim finansowym kosztem przy jarzębinie fajna wakacyjna dziupla. Plusem mieszkania na wsi i posiadania kilku ha ziemi jest to, iż możesz na niej znaleźć  zawsze jakieś niepotrzebne drewno, które można wykorzystać do różnych projektów. Jedyny nakład pracy to ciężka praca rąk mojego Męża, który nie lubi bezczynnie siedzieć i zawsze coś fajnego wymyśli. Grafik prac na przyszły rok już ma z góry ustalony ;)

Lubię tu spędzać czas, zwłaszcza wieczorami, nawet teraz kiedy już nie jest tak ciepło, panuje tu miły klimat zwłaszcza, że za płotem pełno drzew i ćwierkających ptaków, wiewiórki przychodzą po orzeszki, koty miauczą a jeże szeleszczą pod liśćmi. OOO zapomniałam - jest jeszcze w tym kącie zaprzyjaźniony Pan Kret, który za żadne skarby świata nie ma zamiaru od nasz się wyprowadzić ;)

Idealne miejsce do dumania :)












poniedziałek, 11 października 2021

Doceniaj co masz !

 No dobra czas się przyznać  ...

Ostatnie tygodnie to nie jest najlepszy fizycznie dla mnie czas. Kondycja fizyczna jest u mnie (nadal) na poziomie minus tysiąc procent po przebytym covidzie tej wersji  Delta czy jak ją zwał. Paskudna sprawa. Miałam objawy takie, jakich nigdy  w życiu nie miałam. Spacer czy jazda rowerem to było jak zdobycie najwyższej góry świata, nudności i dolegliwości gastryczne były tragiczne a na pyszną kawę z pianką z mojego ekspresu przyrządzoną niczym przez najlepszego baristę nie mogłam patrzeć ( to nie było normalne:) . 

 I chociaż nie zrobiłam żadnego testu, czy innego badania to na milion procent jestem pewna, że to było to.  Mimo iż wszystkie  "dziwne" dolegliwości już odpuściły to siły fizyczne są na poziomie naprawdę fatalnym - nigdy się tak nie czułam. To będzie długi proces naprawczy. Jednak jestem zmotywowana.

Druga strona medalu jest taka, ze kondycja psychiczna jest przeciwieństwem fizycznej :)   - no mogłabym góry przenosić, dużo planuję, dużo zmieniam i cieszę się z każdej chwili, która jest i która ma nadejść i bardzo chcę w końcu robić to nad czym wcześniej musiałam długo myśleć.

Wszystko tkwi w głowie !!!

Ostatni rok zaobfitował w wiele fantastycznych wydarzeń - jak to powiedziała moja Mama  - zostałam Babcią chrzestną  ( nie ukrywam - poczułam się wiekowo) potem był cudowny ślub mojego chrześniaka i kilka tygodni później (wczoraj) fantastyczny zjazd rodzinny. Z upływem lat doceniam bardzo te rodzinne chwile i wydarzenia. Nie mam dużej rodziny, ale ta którą mam jest najlepsza na świecie. 

Wczoraj uwieczniłam te chwile w wielu kadrach, bo kto wie kiedy one się powtórzą, niektórzy mieszkają za oceanem, niektórzy mają osiemdziesiąt lat - kto wie czy jeszcze uda nam się spotkać i kiedy w tak licznym gronie. Te chwile trzeba celebrować.  I chociaż wiem, ze jutro nie zapnę spodni bo tort Ali była tak pyszny i nie mogłam mu się oprzeć mimo, iż byłam mega najedzona - to tak na serio - kto by się tym przejmował. 

My wciąż tacy sami, wiecznie młodzi, uśmiechnięci i nadal z wielkimi pasjami.

Cudownie było widzieć tą radość i szczęście  w oczach osiemdziesięcioletniej kobiety, która miała wokół siebie najbliższe sobie osoby :)

Cudownie było patrzeć na małe dziecięce  istotki, które swoją niespożytą energią zarażały optymizem i skupiały na sobie spojrzenia.

I chociaż jestem mega zmęczona tym weekendem bo dzień wcześniej było ognisko na zakończenie sezonu, to ...

Te chwile są SIŁĄ !!!  







poniedziałek, 27 września 2021

Małe tęsknoty


Ponad półrocznej przerwy w pisaniu bloga to jeszcze nie nie miałam nigdy :)   ... "omajgat" :) 

Wiele razy miałam chęć tu wrócić, zdarzyło mi się nawet włączyć komputer, zgrać zdjęcia, były nawet pomysły ... i wielokrotnie kiedy otwierałam stronę domilkowyDomek nagle zaczynało brakować motywacji, chęci, tłumaczyłam się sama przed sobą, że nie mam czasu. Wtedy robiłam krok w tył - to była ucieczka i towarzyszący jej "strach" przed powrotem.

Obecnie trzeba mieć pomysł na stronę, na bycie w tym świecie on-line - nie masz odpowiedniego "contentu" to nie masz racji bytu w tej wirtualnej rzeczywistości.  Trzeba pokazywać to co chcą oglądać odbiorcy. No coś w tym jest na 100%. Czułam wtedy, że go nie mam, że nie mam nic do pokazania i powiedzenia, przecież nie jestem specjalistką w jakiejś konkretnej dziedzinie. 

Nadal nie mam "contentu" na prowdzenie mojego bloga i mieć go nie będę. Nie zmieniam formy prowadzenia bloga, będzie jak zwykle miszmasz, "mydło", "powidło" i to co mi duszy gra. Będzie rękodzieło, które znajdziecie na moim rękodzielniczym produktowym blogu DomilkowaManufaktura, będą domowe kadry, w przerwie nad książką zrobię naszyjnik lub bransoletkę, zaś gdy poczuję chęć powrotu nad morze lub w inne miejsce to z przyjemnością to zrobię. Może nawet coś upichcę, 

Jeszcze nie wiem czy ktoś do mnie zajrzy, czy ktoś jeszcze pamięta - może będę pisała w powietrze.... 

Zaparzyłam meliskę, odpaliłam ulubiony wosk od Inez Herbiness i wiem jedno - cieszę się, że za chwilę wcisnę OPUBLIKUJ :) 

,




piątek, 5 marca 2021

Życie składa się z drobnych przyjemności :)

Wiele miesięcy temu piłam dużą ilość kaw dziennie, kaw które mi już nawet nie smakowały – „szłam w ilość, a nie jakość”. Kończyłam jedną i zaczynałam drugą. W ciągu 8h potrafiłam wypić 5, a nawet 6 bardzo niesmacznych i mocnych kaw, po których źle się czułam. Trwało to latami – zaś ja traktowałam to jako normalny stan :) To był odruch – włączałam czajnik, sypałam kawę, wlewałam mleko – jak zaprogramowany robot. 

Przyszedł czas kiedy sam zapach kawy zaczął mnie bardzo mocno drażnić, kawa przestała smakować i nie było w tym żadnej przyjemności. Z upływem lat, doświadczeń, napotkanych ludzi na swojej drodze zrozumiałam, że życie jest zbyt krótkie, aby tracić je na bylejakość, bezwartościowe chwile, miejsca, w których być nie chcemy, ludzi którzy wysysają z nas energię jak pijawki. Jednak co ma piernik do wiatraka, co ma kawa do życia?

 … no właśnie? 

Nigdy nie jest zbyt późno aby zatrzymać się i obiektywnie spojrzeć na siebie „z boku”, na swoje codzienne czynności, na to czy nie pędzimy ślepo przed siebie próbując dotrzymać kroku komuś/czemuś – zaś siebie i swoje potrzeby spychamy w najciemniejszy zaułek naszej egzystencji.

Bylejakość jest czymś najgorszym co możemy zafundować sobie w swoim życiu – w każdym jego aspekcie. Warto nad tym zastanowić się, aby móc zrozumieć, że w „moim” życiu liczę się „JA” i „MOJE” zadowolenie. Zdrowy egoizm – zgodny z własnymi potrzebami tylko sprawi, że jakość naszego życia bardzo wzrośnie.

Nie musimy mieć dużo, nie musimy żyć szybko, nie musimy zadowolić każdego…
Czasami mniej znaczy lepiej, czasami mniej znaczy więcej…
Najważniejsze to sobie to wszystko zdrowo poukładać w głowie :). 

 

Mój popołudniowy czas na kawę jest świętym rytuałem. Kiedyś tej chwili dla siebie nie doceniałam. 

... 

Jednak najbardziej lubię smak tej kawy, którą ktoś mi zrobi…



 

czwartek, 25 lutego 2021

19-02-2021r.

Dzisiaj mija dokładnie tydzień od momentu kiedy ten młodziak miał pewien zabieg - czekaliśmy na niego wiele tygodni. Nie przypuszczałam, że ten nastolatek tak dzielnie i zadaniowo do tego podejdzie. Nawet nie pisnął z bólu mimo, iż ciało mówiło coś innego. Dzisiaj też zdjęte zostały szwy  i rana goi się idealnie. 

Przed nami jeszcze 3 tygodnie oczekiwania na wynik badania histopatologicznego - nie zakładam wersji, że coś pójdzie nie po naszej myśli. Niestety strach ma jednak wielkie oczy.

Trzymajcie kciuki :)



poniedziałek, 1 lutego 2021

Retro półka

 Zdarzały mi się zakupy zupełnie sponaniczne. Tych naprawdę nie lubię !

 Dobrze że ten okres mam już daleko za sobą i w chwili obecnej zanim coś kupię zadaję sobie po 10 razy pytanie: "czy mi to potrzebne?", "czy wykorzystam?", "czy nie szkoda wydawać pieniędzy na coś co mi się podoba a nie mam na to pomysłu?" itd ... itd . 

DZIAŁA :) Juuuuupii :) 

Nie mniej jednak mam w domu mnóstwo skorupek, szpargałów, koszyczków, pojemniczków i cały pierdylion zbędnych bibelotów, które leżą w kartonach i są  niewykorzystane. Czasami udaje mi się nadać drugie życie pewnym przedmiotom, a czasami nie mam na nie kompletnie żadnego pomysłu. Wtedy się pozbywam.

Tak jest dokładnie z tą szafeczką, półeczką, pojemniczkiem, czy jak tam to pudełko można nazwać :) hihi. To był spontaniczy zakup, na który miałam wizję. Wtedy miała być czarna i miała wisieć w kuchni na czarnej ścianie. Może trzeba było działać od razu, malować, wieszać i zmieniać w niej aranżacje i teraz nie miałabym dylematu :)

I miałam się już jej pozbyć bo nawet te zdjęcia (znajdujące się w poście) powstały po to aby wystawić ją na jakimś sprzedażowym portalu - to jednak jak na nią patrzę to MYŚLĘ - " muszę ją wykorzystać -  bo cholibka podoba mi się  tak samo bardzo jak w dniu zakupu.

 I wracam do punktu wyjścia, że nie wiem co z nią począć. Na czarnej ścianie "odwidziała mi się już", w łazience  - ale na co i po co? Może na klucze przy drzwiach - ale to chyba idealna miejscówka dla złodzieja. Kot próbował sobie legowisko w niej zrobić ale Panu wygodnickiemu za twardo :)

A może Wy macie jakąś na nią wizję :)