niedziela, 8 marca 2020

niedziela, 9 lutego 2020

Czas znowu na randkę :)


 Miałam taki czas że bardzo byłam pochłonięta szyciem, umówmy się, ze była taka potrzeba, ponadto bardzo lubię, To była też taka odskocznia od spraw jakie w ostatnim czasie bardzo zajmowały moją głowę. Bardzo zawadzały i ciężko było wyeliminować je z codziennego życia. Emocje opadły - baaa musiały i w sumie mówię: "niech się dzieje wola nieba" 😉 Szkoda zdrowia i nerwów. Mam lepsze zajęcia :)

sobota, 1 lutego 2020

Ruszyła zbórka pieniędzy na operację Antosia

Kochani
Antoś został zakwalifikowany do operacji w Tubingen – klinice, gdzie ratuje się dzieci z najcięższymi przypadkami nowotworów mózgu… .
W tym całym nieszczęściu  naprawdę można by rzec, że to dobra wiadomość.
Antosia zoperuje profesor  Schumann - specjalista od przypadków beznadziejnych ...

Kochani wczoraj na stronie https://www.siepomaga.pl/antek  ruszyła zbiórka pieniędzy na operację dla Antosia. Jeśli możecie proszę pomóżcie liczy się każda złotówka. Im szybciej zostaną zebrane pieniądze tym szybciej ta operacja się odbędzie. Nie ukrywam czas ma tu duże znaczenie.

https://www.siepomaga.pl/antek
 
Pamiętajcie że to dzięki nam - ludziom dobrej woli ten chłopiec dostanie szansę by żyć !!!!


Poznajcie historię choroby Antosia, którą opisali w skrócie jego Rodzice 

Antoś Antośkiewicz - 11 lat
 miejsce zamieszkania Ostrołęka, województwo mazowieckie
nowotwór mózgu - glejak podwzgórza obejmujący skrzyżowanie nerwów wzrokowych


       W główce naszego 12-letniego synka jest śmiertelny guz! To już druga wznowa… Nowotwór chce odebrać nam Antosia, ale my się nie poddamy – walczymy o jego życie! Potrzebujemy Cię z całych sił - Antoś jak najszybciej musi mieć operację. Prosimy, przeczytaj nasz apel, pomóż, ratuj życie… Liczy się każda minuta, każdy dzień!

         Wszystko, co kojarzy się z chorobą nowotworową, jest naszą codziennością… Szpital, który znamy już jak własny dom. Stres przed kolejnym wynikiem badania. Onkologia. Chemia i wszystkie jej przykre skutki… I strach, ten najgorszy – o życie własnego dziecka.

         Nasza historia zaczęła się 10 lat temu. Przez 10 lat nigdy nie prosiliśmy o pomoc, nie korzystaliśmy ze wsparcia fundacji… Nie sądziliśmy, że będziemy musieli, ale nie mamy wyjścia. Musimy ratować synka, którego życie jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie…


       Antoś zachorował, gdy miał tylko 3 latka. Trafił do szpitala z zupełnie innego powodu, oparzył się po prostu. Tak naprawdę tylko to pozwoliło odkryć guz tak wcześnie… Antoś zaczął majaczyć, lecieć przez ręce. Zrobiono mu tomograf… Karetką pojechaliśmy do Centrum Zdrowia Dziecka.

      Guz mózgu. Tylko te 2 słowa brzmiały w naszych głowach… To był koniec świata, naszego świata, w którym żyliśmy beztrosko, mając zdrowe dziecko. Zaczęła się dramatyczna walka o życie Antosia.

      Ciśnienie w główce było ogromne, szybka operacja uratowała Antkowi życie. Rezonans dał nam odpowiedź, z czym mamy do czynienia… Glejak, bardzo śmiertelny nowotwór, bardzo niebezpieczny, bardzo trudny do pokonania… Położony w tragicznym miejscu - wyrastający z podwzgórza, obejmujący sobą skrzyżowanie nerwów wzrokowych. Zespół neurochirurgów zdecydował, że podejmie się pomniejszenia guza; całkowita resekcja nie wchodziła w grę.



      Było ciężko, bardzo… Prosto z neurochirurgii trafiliśmy na onkologię, gdzie Antoś rozpoczął roczną chemioterapię. Całe nasze dotychczasowe życie zmieniło się o 180 stopni. Ciągłe wyjazdy, codzienność na oddziale onkologii, widok na podpiętą pompę, podającą chemię – truciznę, ale ratującą życie naszego małego Antosia. Ostatni cykl i oczekiwanie na tomografię po leczeniu było jak czekanie skazanego na wyrok. Wynik tomografii na szczęście był dobry, kolejny i następny też – pokazywały, że reszta guza „śpi”, a my chodziliśmy na palcach i robiliśmy wszystko, żeby go nie obudzić.

      Tak było do 2018 roku. Wznowa. Nasz wróg się obudził… Nie wierzyliśmy, nie chcieliśmy wierzyć. Po tylu latach spokoju wydawało się, że o nas zapomniał… Znów stanęliśmy do walki. Za drugim razem jest zawsze trudniej, szanse maleją, rośnie strach… Kolejna roczna chemioterapia pomniejszyła guza - jak się potem okazało – tylko na chwilę.

      Listopad 2019. Druga wznowa. Nie da się opisać, co wtedy czuliśmy… Niestety, chemia już nie działa… Potrzebny jest precyzyjny skalpel. W główce naszego Antka tyka 5-centymetrowa bomba. Nie mamy już czasu do stracenia. Z Antosiem jest coraz gorzej, ma niedowład prawej rączki, problemy z równowagą i chodzeniem, pamięcią krótkotrwałą, coraz gorzej widzi…


       Antoś zakwalifikował się do leczenia w Tubingen – klinice, gdzie ratuje się dzieci z najcięższymi przypadkami nowotworów mózgu… Profesor Schumann to specjalista od przypadków beznadziejnych, robi operacje guzów, położonych nawet w newralgicznych miejscach. U Antka to kolejna wznowa, a lokalizacja guza jest bardzo trudna… Co więcej -  klinika w Tubingen posiada rezonans śródoperacyjny, dzięki czemu sprawdza efekty operacji od razu. Niestety żadna polska placówka nie dysponuje takim sprzętem.

      Antoś dostanie w Tubingen największą szansę na życie, za operację musimy jednak zapłacić… To cena za życie naszego dziecka!  
Z przerażeniem patrzymy na kolejną kartkę z kalendarza… Czas nam się kończy… 

Życie naszego dziecka skończyć się nie może! Prosimy o Twoją pomoc, by ratować Antosia.

- Rodzice - Milena i Marcin


niedziela, 5 stycznia 2020

Czasami cisza i spokój nie niosą dobrych wieści


Miałam postanowienie, że w Nowy 2020 Rok wejdę z uśmiechem na twarzy, odsunę od siebie wszelkie złe myśli i sytuacje jakie towarzyszyły mi w ostatnim kwartale 2019 roku. Na podstarzałych kartkach papieru wyrzuciłam z siebie co mi na sercu leżało w ramach manifestu i chciałam się z Wami podzielić pewnymi swoimi przemyśleniami. 
Podczas gdy ja rozkminiałam ludzkie zachowania, poddając je różnym testom i  wrzucając do szufladek, których nie miałam zamiaru już nigdy otwierać -  1 stycznia 2020 roku przyszła wiadomość - wiadomość której  liczyłam że nie otrzymam już nigdy. Jednak ta ostatnia cisza nie wróżyła najlepiej i bardzo mnie martwiła :(



środa, 11 września 2019

Biżuteria

Dawno temu kiedy rynek nie był zalany taką ilością ręcznie robionej biżuterii w zaciszu swojego starego mieszkanka nawlekałam te kolorowe koraliki na żyłkę lub nitkę i skręcałam srebrne druciki. Ależ to był czas tworzenia :) Biżuteria ta cieszyła się wtedy wśród bliższych i dalszych znajomych sporą popularnością ... ojej ale to było dawno ... Do dnia dzisiejszego w swojej drewnianej szkatułce mam mnóstwo kolczyków i własnoręcznie robionych bransoletek. Nie nosiłam tego gdyż wydawało mi się to takie już "niemodne". Wariatka myślicie :) - w sumie to pewnie dużo w tym racji ;)
Cieszę się tak naprawdę, że tych błyskotek nie przerobiłam lub ich się nie pozbyłam. Dałam im drugą szansę tego lata, bo tylko lato zachęca mnie do noszenia kolorowych błyskotek.

Nie sądziłam też, że kiedykolwiek jeszcze będę miała ochotę wrócić do tworzenia biżuterii. Ostatnio całkiem spontanicznie powstało kilka naszyjników na jedwabnym sznurku. Właścicielki dumnie je noszą zaś ja jestem bardzo zadowolona, że Dziewczynom się podobają.
A ja  ? wciąż jak "szewc który w dziurawych butach chodzi" :) Sobie nie zrobiłam nic nowego.  Czas złożyć zamówienie na kamienie bo wieczory robią się coraz dłuższe i trzeba czymś przyjemnym wypełnić sobie czas :)




niedziela, 1 września 2019

Tomato ... pomidorek :)


Czasami zdarza mi się być perfekcyjną Panią domu, mam takie fazy, raz rzucam się w wir sprzątania a innym razem w wir gotowania. Nie mam wtedy umiaru. Od świtu do nocy stoję w garach i gotuję (mimo że nie lubię). Wtedy włącza mi się w głowie pstryczek i jestem zaprogramowana na "gary". Dlatego bardzo intensywnie wykorzystuję ten swój chwilowy stan, bo następnego dnia tego zapału już może nie być - a raczej na 1 000 000% nie będzie :) Póki co wciąż żyję kuchnią :)
Wiele lat temu robiłam przeróżne przetwory, jednakże kiedy czas zweryfikował co lubi moja Rodzina a czego nie - więc od kilku lat robię tylko to, co wiem że podczas tych jesienno-zimowych dni zniknie z garażowej spiżarni :)
Jesteśmy uzależnieni od pomidorów i tyle. Nie ma bata - pomidorowe przetwory muszą być. Ketchupy, przeciery i sosy do spaghetti - tego nie może zabraknąć więc dlatego staram się zawsze zrobić jak najwięcej - potem i tak się okazuje, że jest za mało ;)  
Teoretycznie pomidorowa podstawa zrobiona ( teoretycznie bo jeszcze sobie zaplanowałam przerobić troszkę tych kilogramów na przecier;)  Teraz lada dzień czas na resztę ( bo wciąż jestem w transie gotowania ;) - będą buraczki,  sos słodko kwaśny z sezonowych warzywek, papryka, przyjdzie czas na grzybki i na koniec czarny bez jak co roku :) A potem będę jeść - o ile będę mieć jeszcze na to siłę :) hihi

A dzisiaj jeszcze tylko zetrę seler, popęczkuję do mrożenia pietruszkę, koperek i liście selera. Potem biorę się za stolik, który przytargałam od koleżanki z pracy, bo nie samym gotowaniem człowiek żyje :) Wczoraj niestety zabrakło już na niego czasu :)

A i dynia do zrobienia - ale na nią nie mam pomysłu - może Wy mi jakieś przepisy podrzucicie :)
Będę wdzięczna :)
Dobrej niedzieli moi Wierni CZYTELNICY :)
Dorota









czwartek, 29 sierpnia 2019

... 10 dni


Wielka szkoda, że wszystko co dobre szybko się niestety kończy. Tak jak z wielką niecierpliwością czekałam na urlop, tak z wielkim smutkiem po tym błogim lenistwie trzeba było wrócić do pracy :)
To był taki mój czas. Nie było wielkich wyjazdów i spektakularnych szaleństw, nie było pląsów w morzu i nocnego szwędania się po nadmorskich kurortach. Był odpoczynek, tak po prostu - z kawą, winem, książką i nocnymi serialowymi seansami, nie zabrakło spotkań i mile spędzonego czasu z ludźmi, których lubię. Morze zamieniłam na przydomowy basen, w którym codziennie szalała gromadka dzieci i dla których wielką radość sprawiało mi smażenie naleśników. Gwarne nadmorskie knajpki zamieniłam za to na domowe ognisko z kiełbaską na patyku :)
W pracowni też sporo się działo, w powietrzu fruwały skrawki skórek i tkanin - mój "mercedes" spisał się jak zawsze na najwyższym poziomie - oj mam sporo nowości :) 
Niby taki prosty odpoczynek, zaś jednak potrzebowałam takiego czasu z uwagi na wcześniejsze rożne okoliczności jakie towarzyszyły mi od początku roku.
Nie zabrakło zdjęć - tych wakacyjnych zawsze mam najwięcej :) Nie byłabym sobą chyba gdybym nie pstrykała :) Większość z nich trafi do prywatnego albumu, bo to takie nasze :) i tylko nasze :)
Nie o mieszkam jednak z Wami podzielić się jakimiś wakacyjnymi kadrami w kolejnych postach.

I tak się po cichu zastanawiam czy jeszcze ktoś tu zagląda :)




wtorek, 2 lipca 2019

... 25 dni

Odliczam dni ... tak zupełnie bez planu urlopowego, nie zawsze on musi być, czasami tak lepiej. Chcę gdzieś wyjechać chociaż na chwilę, nieważne gdzie i dokąd - ważne z kim.
Właściwie to mogłabym nawet te dwa tygodnie przeleżeć nad basenem z książką w rodzinnym gronie, wieczorem palić ognisko, jeść kiełbaski z patyka, słuchać świergotu ptaków i rechotania żab ze stawu zza płota :) Tak zwyczaj jestem zmęczona, że miejsce wypoczynku nie gra większej roli.
Chociaż te morze mi się trochę marzy ... hmmm, jednak jak pomyślę o tych zatłoczonych plażach to chyba zdecydowanie wolę ciszę. Ciszy mi brakuje.
Jednak te fala ... echhhh ... więc może chociaż trochę rzucę okiem na tą wielką wodę :)



niedziela, 16 czerwca 2019

MOJA DOMOWA OAZA


Uwielbiam to miejsce  i to bez dwóch zdań.
 ... MOJA PRACOWNIA ... tu szyję, to robię to co lubię i ciągle coś w niej zmieniam, przestawiam. i czasami sprzątam bo generalnie ogromny bałagan tu panuje zawsze.
Ten bałagan tworzy taki swoisty jej urok - widać, że to miejsce żyje i w nim się tworzy.
Szycie to moja pasja i jak już wiecie gdybym mogła cofnąć czas o jakieś dwadzieścia lat to teraz robiłabym to co kocham. Czasu niestety nie cofnę i cieszę się, że poza zawodową pracą mam te swoje pasje :)
Nie zawsze jednak mam ochotę na te ręczne robótki, bywają momenty kiedy przez dłuższy czas do niej nawet nie wchodzę ... nie zawsze jest ochota, czasami zasypuję się pytaniami : ale po co mi kolejna poszewka no poduszkę, czy też lniana torba? Ile można mieć tych skórzanych torebek i kosmetyczek? I czy te ubrania co mam to rzeczywiście opłaca się przerabiać? hmmm ...
Nie zawsze się coś opłaca i tak naprawdę nie potrzeba mi krocie torebek czy poszewek , jednakże ta radość z tego, że mogę i mnie to relaksuje jest najlepsza
 ... a na koniec ta satysfakcje własnoręcznie wykonanej i noszonej rzeczy jest "THE BEST"

Zostawiam Wam na koniec kilka kadrów z mojej domowej pracowni, zaś ja lecę kroić kolejną torebkę dla siebie :)
A wszystkie uszyte przeze mnie rzeczy znajdziecie  w  DomilkowejManufakturze


czwartek, 6 czerwca 2019

FILTR

Czasami trzeba ...
przestać udawać, że wszystko wypada
że coś musimy
że wszyscy tak robią to ja też  powinienem

Czasami trzeba dyplomację schować do kieszenie i nie udawać, że ze wszystkimi trzeba się kumplować
czas spędzać z ludźmi, których lubimy i nie udawać, ze większość się kocha
i skoro taki ten świat jest to stawiać siebie na pierwszym miejscu
wyjść przed szereg chociaż uznają Ciebie za wariata
i swój styl mieć, przekonania, poglądy ...
nie bać się marzyć
spełniać te marzenia, bo życie jest tylko jedno
mieć umysł otwarty i nie bać się nowego

Czasami trzeba  ryzykować i nie bać się porażki
nawet jeśli boli, a inny wcale nie są przychylni chociaż udają, ze jest inaczej
i popatrzeć w końcu przez różowe okulary
i być czasami - w sumie CZĘSTO egoistą, bo może się okazać, że w tym  dotychczasowym "ratowaniu świata" i myśleniu o innych zapominasz o sobie
 w końcu nie zdążysz i coś Cię ominie

Kto wie ... może już dużo tego czasu  nie masz, dlatego trzeba wykrzesać z tych chwil jakie pozostały wszystko to co najpiękniejsze i najlepsze DLA CIEBIE

czasami trzeba otworzyć oczy i powiedzieć dosyć, kiedy inni z premedytacją wkręcają Ciebie w intrygi  i myślą, że Ty tego nie wiesz

Czasami zwyczajnie trzeba na życie nałożyć filtry, być sobą i żyć